Pielęgnacja włosów z Marion Professional.

Witajcie.
Pielęgnacji włosów u mnie na blogu mało. Dlaczego? Przyznam szczerze, że nie jest to mój konik i nie zawsze poświęcam włosom tyle czasu ile powinnam, oczywiście, że w miarę możliwości nakładam maseczki, oleje, regeneruję, ale nie jestem zbyt cierpliwa w tej kwestii. Zawsze sobie powtarzam, że to się zmieni i mam nadzieję, że tak będzie. Ostatnie dni poświęciłam na testy profesjonalnej linii do włosów marki Marion, wiec dałam moim włosom niezły wycisk. ;-)
Sprawdziłam: szampon intensywnie regenerujący do włosów suchych i zniszczonych z keratyną o pantenolem, odżywkę intensywnie wzmacniająca do włosów słabych ze skłonnością do wypadania z proteinami ryżowymi i biotyną, oraz maskę intensywnie regenerująca z takim składem jak szampon.


Markę znałam już wcześniej, nie jest mi obca, tym bardziej chętnie zabrałam się do testów. Bardzo spodobała mi się profesjonalna linia Marion pod względem wizualnym, prosta, klasyczna, bez zbędnych dodatków, krótkie i jasne opisy. Wszystko utrzymane w jeden tonacji kolorystycznej. Jak dla mnie ogromne opakowania po 400gr, maska 450g, są to spore pojemności i wystarczą na dość długie używanie, tak na pewno będzie u mnie. Szampon i odżywka mają pompki, dla mnie to niezwykle ważny aspekt, bo są wygodne w użytkowaniu, duży, duży plus :).


Zarówno szampon i odżywka sprawdziły się u mnie dobrze, moje włosy nie są w złej kondycji, więc za bardzo nie było czego naprawiać, ale po stosowaniu zauważyłam efekty. Cała linia bazuje na oleju arganowym i to widać, ponieważ włosy są naprawdę miękkie, ładnie się trzymają, nie sypią się i nie puszą. Nie zauważyłam nadmiernego wypadania, zero łupieżu, zero uczulenia - tak trzymać
Linia oprócz tego, że działa przypadła mi też do gustu zapachem - ładnie pachnie, naprawdę przyjemnie to czuć na włosach, oraz konsystencją - dość rzadka, ale produktu nie trzeba przesadnie dużo nakładać, przez co jest wydajny.


Z maską był u mnie mały problem, bo nie zawsze chciało mi się ją nakładać regularnie, ale gdy już się zmusiłam i nałożyłam czułam satysfakcję :). Po zmyciu włosy były w dobrej kondycji, miękkie, ładnie się rozczesywały i nie plątały. Maska jak cała linia zapachowo - górą, konsystencja bardzo bogata i gęsta, trzeba się do niej przyzwyczaić, ale nie ma problemu z nakładaniem i o to chodzi.


Powiem Wam, że marka Marion mnie szczerze zaskoczyła! Dobre, profesjonalne produkty, pojemnościowo- duże, w dobrej cenie - ok 10 zł za produkt. Faktycznie działają i przynoszą efekty, włos jest wzmocniony, miękki, nie wypada - ja jestem zadowolona z efektu. Jak wspominałam nie jestem zbyt dobra w te klocki jeśli chodzi o pielęgnację włosów, ale ta linia spełnia swoje podstawowe zadania, ja jestem szczęśliwa i chętnie jeszcze po nią sięgnę! Warto!

Y.

Nivea Sun, protect&moisture SPF30.

Nivea Sun, protect&moisture nawilżajacy balsam do opalania, wysoka ochrona - SPF30.

Brzmi letnio i tak jest! Nivea po raz kolejny uraczyła nas nowością i to nie byle jaką, słoneczna pielęgnacja to jest własnie to czego teraz najbardziej potrzebujmy. Słońce, plaża, morze, góry - wszędzie tam balsam z wysoką ochroną przeciwsłoneczną to dla nas zbawienie. 


Proszę bardzo! Oto i on! Produkt od Nivea - od razu wiemy z jaką marką mamy do czynienia, klasyczny dla nich balsam, granatowa butla dobrze oznaczona, kolorowe letnie napisy przyciągają wzrok i o to chodzi. Nawilżający balsam do ciała, wysoka ochrona (30SPF), wodoodporny, nie plamiący ubrań, działający natychmiast - tak to wygląda! a jak jest rzeczywiście ?



Niestety nie miałam okazji testować go podczas wyjazdu, sprawdziłam go spacerując u siebie w mieście, ale uwierzcie mi też było słonecznie i upalnie. Kosmetyk idealnie wpisał się w rytuał mojej pielęgnacji, producent zaleca powtarzanie nakładania balsamu i tak też robiłam, zawsze przed wyjściem. Kremowa, biała konsystencja nakładała się lekko i przyjemnie, szybkie wchłanianie, zero tłustego filmu i smug (mimo iż przy tego typu produktach często się to spotyka) - bardzo mi to odpowiadało, nie lepił się i faktycznie nie zostawił żadnej plamy na ubraniu.


Przyjemny, delikatny zapach, który utrzymywał się długo :). Muszę przyznać, że balsam bardzo dobrze nawilżał, byłam zaskoczona jak miękka może być po smarowaniu skóra i to przez długi czas. Nie testowałam w wodzie, ani w ekstremalnych warunkach, a szkoda. Może jeszcze będzie okazja.


Balsam zostaje ze mną do końca wakacji, są różne warianty SPF - każdy znajdzie coś dla siebie :).
Nivea potrafi zaskoczyć, marka idzie prężnie do przodu i możemy korzystać z dobrodziejstw nowości. Widziałam, że wiele z Was też miała do czynienia z tym kosmetykiem. Jak wrażenia ?

Y.

Pielęgnacja skóry - Maski MultiBioMask część 2.

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z drugą częścią wpisu o pielęgnacji twarzy z maskami MultiBioMask. Dwie wcześniejsze - maski w płacie - opisałam kilka postów niżej, a dziś przyszedł czas na maski oczyszczające w formie można powiedzieć kremu. Poprzednie spodobały mi się na tyle, że z pewnością do nich wrócę, ale i te nie pozostały w tyle ;-) Tak więc krótko i na temat.


Maski silnie oczyszczające skórę, wersja łagodząca i nawilżająca, pierwsza koi, wycisza, odżywia, druga zaś nawadnia, odmładza oraz wygładza. Maski składają się z dwóch części - obie kremowe, idealnie nadają się do zabiegu multimasking - czyli nakładania kilku rożnych masek, na różne partie twarzy, i to my sami decydujemy jaka intensywność pielęgnacji będzie najbardziej odpowiednia dla cery. Na partie twarzy, które tego wymagały nakładałam część oczyszczająca, a te odwodnione lub podrażnione otrzymały porcję nawilżającą, łagodzącą. Fajna zabawa :). Po 10-20 minutach zmywałam kosmetyk i wiedziałam, że zadziałał,.


Z działania obu masek byłam zadowolona, sprawdziły się dobrze, nie podrażniły skóry, wręcz jej pomogły. Zabieg dwa w jednym, oczyściłam co musiałam i odżywiłam co trzeba było. Naturalna glinka i aktywny węgiel dobrze usunęły zanieczyszczenia i zwęziły pory, ekstrakt z białej lilii i japońskie algi głęboko nawilżyły i odżywiły, bardzo fajnie ujędrniły skórę i sprawiły, że odzyskała promienny wygląd - wszystko to, czego tak naprawdę potrzebowałam :).


Jeśli nadarzy się okazja, sprawdźcie koniecznie maski! Zróbcie sobie SPA, uczyńcie multimasking, bawcie się, oczyszczajcie i regenerujcie. Wszystko to na pewno otrzymacie ;-). Ja spróbowałam i się nie zawiodłam, a miło zaskoczyłam. To jest to!

Y.

Jak lato to tylko mgiełki! Douglas i Grace Cole.

Kto z Was latem namiętnie używa mgiełek do ciała?
Ja! i to z ogromną chęcią! :) oczywiście z wód perfumowanych też korzystam, jednak mgiełki przeważają, wiadomo! Lżejsza konsystencja, letnie zapachy, nie są tak ciężkie i gęste. Ostatnio z polecenia wpadły mi w ręce mgiełki marki własnej Douglas - Les Delices oraz marki Grace Cole - jak je zobaczyłam przepadłam.


Les delices to seria marki Douglas, jest słodka, kolorowa, pełna zabawy i posiada w swojej ofercie wiele produktów, min.: perfumowane mgiełki do ciała, te dwa słodziaki to wersja kokos - vanilia oraz jabłko w karmelu. Większa butla to natomiast elegancki kosmetyk marki Grace Cole - wersja nektarynka i grejpfrut - słodycz.


Nie trudno się domyśleć dlaczego wybrałam mgiełki serii Les Delices. Są małe i poręczne - 100ml, zmieszczą się wszędzie i zawsze mogę je mieć ze sobą, dodatkowo są naprawdę śliczne, przyciągają wzrok i uwagę. Perfumowane co jest ogromnym atutem, pięknie pachną. Kokos z vanilią - idealne połączenie, nie za ciężkie i nie za słodkie, a jabłko w karmelu pachnie równie obłędnie. Rozprowadzanie mgiełek za pomocą sprayu, produktu nie wydobywa się za dużo, nie musimy się obawiać, że mgiełka się za chwilę skończy. A jak długo się utrzymuje - rewelacja!! :)
Co mnie jeszcze zachęciło do zakupu to cena, w regularnej kosztują 19,90 zł, teraz w promocji 9,90 zł, aż żal nie zabrać ich do domu. Ja na pewno jeszcze skorzystam i zakupię ich więcej ;-).


A mgiełka, na którą się zdecydowałam przypadkiem to mgiełka od Grace Cole, zauważyłam ją na sklepowej półce i się zauroczyłam tą butlą - 250ml, więc jak widzicie całkiem sporo. Butelka elegancka, klasyczna, ale coś w niej jest, że warto się nią zainteresować. Pachnie pięknie, soczyście, owocowo i równie długo jak dwa poprzednie produkty, bo także jest perfumowana. Cena promocyjna 19,90zł, klasycznie 39,90 zł! Uważam, ze warto zainwestować i mieć ją na toaletce ;-).



U mnie mgiełkowe szaleństwo trwa i na pewno na tych produktach nie spocznę, skorzystam z letnich promocji i zaopatrzę się jeszcze w kilka butelek, bo jakoś to lato trzeba przetrwać, a nic tak nie pomaga jak połączenie piękna z pożytecznym, tak jest w przypadku tych mgiełek. Ubóstwiam je!

Szalonego dnia.
Y.

Pielęgnacja skóry - Maski MultiBioMask - część 1.

Witajcie!
Lato, do mnie wróciło! Jest słońce, dużo słońca, gorące dni i ciepłe wieczory - to lubię najbardziej 
Staram się unikać nakładania makijażu na twarz, za to jak najwięcej czasu poświęcam pielęgnacji skóry, dużo nawilżenia, dużo chłodzenia, dużo kremów i dużo maseczek. Na noc stosuje te w kremie, w dzień zaś ratuje się maskami w płacie - najczęściej po wyjęciu ich z lodówki ! ;-)

Ostatnio korzystałam z dobrodziejstw masek MultiBioMask - nieznana wcześniej mi marka, chociaż ostatnio coraz częściej spotykam się z ich produktami, bardzo chętnie zajęłam się ich testowaniem i sprawdzaniem jak to będzie u mnie działało. 


Sprawdziłam cztery maski tej marki, dwie w płacie: Anti - aging professional koktajl odmładzajacy + mezoterapia oraz Night revolution koktajl przeciwzmarszczkowy + maska odnowa komórkowa, oraz dwie oczyszczające: nawilżająca i łagodząca. Czyli cztery różne maseczki, jak się sprawdziły?



Maski MultiBioMask to maski łączone, czyli w jednej saszetce mamy dwa rodzaje kosmetyku, bardzo fajne rozwiązanie. Wizualnie prezentują się nieźle, ładne, estetyczne opakowania, kolorowe z wyczerpującym opisem, na sklepowej półce zauważalne, a to ważne. Cenowo bardzo przystępnie - ok.8 zł, warto też na nie zapolować na promocji, są wtedy dużo tańsze.

A jak już wcześniej wspomniałam, maski w płacie uwielbiam, szczególnie latem w upalne dni, kiedy mogę nałożyć na twarz mokrą tkaninę - ochłodzenie, relaks i pielęgnacja w jednym :).
Pierwsza maska, która sprawdziłam to ani - aging ma za zadanie walczyć ze wszelkimi oznakami upływającego czasu: zmarszczki, utrata jędrności, przesuszenie. Wszelkie substancje aktywne dostarcza nam maska tkaninowa, jest to pierwsza warstwa, która wnika głęboko w skórę, tutaj byłam zadowolona z efektu, zero szczypania, zero jakichkolwiek negatywnych reakcji, uczucie bardzo przyjemne. Kolejnym krokiem była druga część produktu maska mezoterapia, czyli emulsja z kolagenem, bardzo gęsta, skóra po niej była niezwykle miękka i gładka - fantastycznie :)



Druga maska night revolution to również strzał w dziesiątkę, działanie podobne maska tkaninowa oraz emulsja, i tutaj również obyło się bez negatywnych działań. Tkanina bardzo dobrze zadziałała na moją skórę, sprawiła jej niemałą przyjemność, natomiast emulsja, która zawiera cząsteczki 24karatowego złota wspaniale zgrała się ze zregenerowaną skórą. Miękkość, gładkość. Jeśli o tę maskę chodzi to jak sama nazwa wskazuje zaleca się zażycie jej na noc, dla lepszego, głębszego efektu. Sprawdźcie koniecznie ;-).
Obie maski sprawdziły się w 100 %.  Zauważyłam intensywne nawilżenie skóry, była miła w dotyku, gładka, odnowiona, oczywiście po jednym zastosowaniu nie stwierdziłam poprawy w kwestii zmarszczek, ale przy dłuższym stosowaniu kto wie ;-).

Dwie kolejne oczyszczające pokaże Wam w kolejnym poście :) co za dużo to nie zdrowo.
Pozdrawiam Słonecznie i Maseczkowo!
Y.


Kosmetyki Himalaya - pielęgnacja oparta na sile natury.

Witajcie!
Kosmetyki oparte na sile natury, ziołowe, naturalne, bezpieczne! To właśnie te, które są teraz najbardziej pożądane, każdy chce korzystać z dobrodziejstw natury i sięga po to co najlepsze! 
Kosmetyki marki Himalaya - to właśnie one,  wpisują do tego kanonu! Jest to jedna z najbardziej znanych i najlepiej sprzedających się marek, które takie produkty nam proponują, tworzona z ziół, które są oczywiście starannie wyselekcjonowane, minerałów. Wieloletnie badania sprawiły, że kosmetykom możemy ufać w 100 %, producent zapewnia nas, że kosmetyki są hipoalergiczne, przechodzą surowe dermatologiczne testy i co równie ważne nie są testowane na zwierzętach! Wszystko to brzmi wręcz wyśmienicie, a jak się sprawdziły u mnie ?!


Bardzo się cieszę, że jako blogerka mogłam przetestować gamę kilku produktów do pielęgnacji twarzy, ciała i jamy ustnej, a to jest bardzo ważne. Po jednym produkcie nie byłabym w stanie stwierdzić czy marki jest warta uznania, i czy słowa które napisałam na początku są prawdziwe. W momencie kiedy testowałam kosmetyki razem, mogę i chcę o nich co nieco opowiedzieć.

Marka zaskoczyła mnie pozytywnie już na samym wstępie kiedy otrzymałam paczkę, ładna, estetyczna, dobrze zapakowania i dodatkowo w prezencie - kwiaty. Zrobiło się miło, nabrałam ochoty na wielkie testowanie! Sprawdzałam wszystko naraz, byłam bardzo ciekawa ... 


Na wstępie o całej linii, kosmetyki wizualnie bardzo do siebie podobne, cała seria utrzymana w przyjemnej, ziołowej estetyce, bardzo ładnie się prezentuje! Kolorowa, cieszy oko! Opakowania wygodne, nic się z nimi nie zadziało, aż chce się sięgnąć po resztę i testować dalej! :). 


Pasty do zębów tej marki znałam już wcześniej, rewelacyjna ziołowa formuła, która się w nich znajduje zaszczepiła we mnie pierwsze zalążki przyjaźni. Wersja,którą sprawdzałam to ziołowa pasta Sparkly White - bazująca na technologii enzymów roślinnych, jej zadaniem jest pozostawienie zębów bielszymi i bardziej lśniącymi. Zawiera enzym z papai, ananasa i migdał. Wyczuwalne głównie zioła, bardzo przyjemnie się po niej czułam, nie za mocna i nie za słaba - idealna. Po jednej tubce nie zauważyłam wybielenia, ale na pewno będę stosować dalej :).



Bardzo się ucieszyłam, gdy w paczce znalazły się produkty z serii Neem Guru - Neem to znane od tysięcy lat zioło o właściwościach antybakteryjnych, idealnie oczyszcza i rewitalizuje skórę, pomaga zapobiegać trądzikowi, chroni skórę przed wszelkimi stanami zapalnymi. Wreszcie mogła m sprawdzić jej działanie na sobie, mimo iż moja skóra jest w dość dobrej kondycji, przetestować nie zaszkodzi.
Piankę dla lepszego efektu używałam dwa razy dziennie i tak też Wam polecam, fantastycznie radziła sobie z oczyszczaniem zanieczyszczeń, jako że był to mój drugi krok w demakijażu nie miał za zadania zmywać go tylko oczyszczać już skórę. Pianka nie zawiera mydła! Rozprowadzała się idealnie, była trochę tępa, dzięki czemu masaż musiał trwać chwile dłużej z korzyścią dla skóry.
W składzie oprócz Neem znajduję się też kurkuma, dzięki niej skóra była miękka, gładka i nawilżona. U mnie sprawdziła się doskonale, jestem zwolenniczką wszelkich ziołowych pianek, są dla mnie zbawienne i pomagają mojej skórze być w dobrej kondycji.



W dalszej pielęgnacji pomogły mi peeling i maska,również oczyszczające z serii Neem Guru - komplet idealny! Peeling ma podwójne działanie: złuszczające oraz oczyszczające, dzięki granulkom moreli dokładnie usuwa martwy naskórek, ściera zaskórniki oraz dobrze oczyszcza skórę, nie jest bardzo mocnym zdzierakiem, ale używałam go 2 razy w tygodniu, żeby nie przesadzić - sprawdził się.


Maskę stosowałam raz w tygodniu, oczyszczała twarz oraz pomagała w regulacji wydzielania tłuszczu, bardzo dobrze wpływania na zanieczyszczane pory. Bardzo fajnie chłodziła i koiła skórę, efekt mi się podobał. Sama maska bardzo gęsta, ziołowa, dobrze się zachowywała na skórze, w ogóle jej nie podrażniła, powiem nawet, że ją wyciszała. Całe trio spisało się na medal! W tej serii dostępne jeszcze maski w saszetkach - sprawdzę je na pewno.



Na koniec mój ulubieniec i faworyt - intensywnie nawilżający krem do twarzy i ciała! Produkt zawiera kiełki pszenicy i migdały, ma za zadanie nawilżać i odżywiać skórę! Tak też robił :) Krem - balsam, bardzo gęsty i bogaty, ale wchłaniał się momentalnie, nie tłuścił ubrań i nie pozostawiał tłustego filmu - latem to najważniejsze! Pachnie pięknie, delikatnie, zapach pozostaje na skórze długo, to dla mnie równie ważne. A skóra ? Miękka, gładka, nawilżona! Taka powinna być :). U mnie ten produkt wygrał i będzie się pojawiał w mojej kosmetyczce częściej! 


Po przetestowaniu kilku różnych produktów mogę Wam je z czystym sumieniem polecić i zachęcić do sprawdzenia. Bardzo dobre jakościowo produkty, pięknie pachną, z dobrymi składami, co najważniejsze działają i pomagają w codziennej pielęgnacji. JA z chęcią do nich wrócę, a nawet więcej, sprawdzę inne kosmetyki, które ma w swojej ofercie marka Himalaya. Moja skóra w ciąży wymaga specjalnego traktowania i takie otrzymała!
Dziękuję.
Y.

Magic Rose - Różana pielęgnacja od Evree.

Róża!
Dziś o pięknej, różowej serii kosmetyków do pielęgnacji twarzy od marki Evree. Przy okazji promocji w Rossmannie skusiłam się od razu na całą serię, ale przedstawię Wam kwintesencję linii, czyli według mnie trzy najlepsze produkty. Wszystkie oczywiście mają dodatek różany i wszystkie wspaniale pielęgnują skórę. Linia Magic Rose, a produkty, które ja polubiłam to: różany dwufazowy płyn do demakijażu oczu, różany olejek do mycia twarzy oraz różany tonik do twarzy, produkty przeznaczone są do wszystkich typów skóry, tonik nadaje się do mieszanej, zaznaczę, że mam skórę suchą/wrażliwą i na nią działały naprawdę kojąco ;-).
W produktach znajdziemy olejek z dzikiej róży, który działa łagodząco, koi zaczerwienioną skórę i podrażnienia, nawilża, tonizuje i rozświetla skórę. Działa przeciwzmarszczkowo oraz pielęgnuje delikatną skórę wokół oczu. Wodę różaną, która tonizuje i przywraca naturalne pH, wycisza zaczerwienienia, poprawia kondycję skóry i wzmacnia naczynia krwionośne. Oprócz tych składników dodatkowo mamy tutaj kwas hialuronowy oraz d-panthenol.
Cała seria pięknie wygląda, jest spójna, różowa i cieszy oko. Pięknie pachnie różą, dla miłośników tego zapachu przyjemnym będzie używanie tych kosmetyków, ja je bardzo polubiłam. Dwa pierwsze produkty to płyn dwufazowy i olejek do mycia twarzy.

Dwa bardzo do siebie podobne produkty, łatwo je pomylić i trzeba uważać na to co sięgamy z półki.
Płyn dwufazowy sprawdził się w swojej roli na dość dobrym poziomie, dobrze zmywał makijaż oka, nie pozostawił tłustego filmu i nie podrażniał - to jest dla mnie najważniejsze. Olejek - od tego produktu oczekuję zawsze dużo. Ostatnio używałam balsamu do demakijażu marki Clinique i jestem z niego zadowolona, ale odskocznia się czasem przyda. Olejek sprawnie radzi sobie z demakijażem, jest bardzo płynny, trzeba uważać, żeby nie wylać za dużo produktu, ale jak sobie z tym poradzimy dalej idzie już gładko ;-). Uczucie na twarzy rekompensuje wszystko, twarz nie jest podrażniona, ani wysuszona. Czuję miłe nawilżenie, zero pieczenia, skóra delikatnie mniej zaczerwieniona.

Tonik w mojej ulubionej formie aplikacji, czyli spray. Wygodny, wydajny, łatwo się używa ;-)
Sam produkt szybko się wchłania, nie używam przy nim wacika, czekam aż skóra sama wchłonie produkt, co dzieje się niezwykle szybko. Pięknie pachnie i nie drażni, fajnie łączy się z całą serią.
Spasowany jest z pozostałymi produktami i działa tak samo dobrze jak i one.
Widzicie tę piękną, różową, różaną serię ? Ja się z nią polubiłam, ja i moja skóra także. Jest nawilżona, mniej podrażniona, zaczerwienień jest nieco mniej, no i pięknie pachnę różą. Cenowo produkty wahają się ok. 15-17 zł, warto po nie sięgnąć i je mieć u siebie w łazience.
Kto ma? :)
y.